środa, 21 grudnia 2016

Zamknięcie

Administracja zdecydowała o zamknięciu Vincti Magicae.
Powodem jest małe zainteresowanie blogiem i brak nowych członków, mimo zaproszeń.
Tak więc... Żegnamy i przepraszamy wszystkich zawiedzionych. VM miało dobrą fabułę. Ale może to kwestia czasu? Zauważyłyśmy że coraz mnie ludzi dołącza do blogów z ludzkimi postaciami.
Życzymy członkom powodzenia w dalszym blogowaniu.
~Administracja.

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Od Coraliny - CD. Naomi

Przystałam na propozycję dziewczyna. Pociągnęła swojego psa, który w dalszym ciągu próbował się wyrwać ze smyczy, ale ostatecznie przegrał. Drugie zwierze najwidoczniej się z niego śmiało i gdyby zwierzęta potrafiłyby się śmiać jak ludzie, na pewno usłyszałabym w tej chwili charakterystyczne "hahaha". Doszliśmy tam w ciszy, która w sumie nie była uciążliwa, przynajmniej dla mnie. Po prostu obie milczałyśmy, na razie nie było tematu do rozmowy, a nie opłaca się wymyślać czegoś na chama, skoro można pomilczeć i spędzić czas w spokojnej i luźnej ciszy, niż próbować nawiązać trudną rozmowę. Doszliśmy tam dość szybko. Dziewczyna mogło wziąć ze sobą psiaki, które bardzo grzecznie siedziały przy naszym siedzeniach. Po chwili podszedł do nas kelner.
- Co podać? - jak każdy był ubrany schludnie, a na dodatek nie był brzydki.
- Kawę - powiedziałam, po czym spojrzałam na Naomi. Chwile milczała, aż zamówiła gorącą czekoladę. Kelner skinął głową pytając, czy coś chcemy do tego. Białowłosa poprosiła o ciastka, po czym chłopak odszedł.
Zaczęłam rozglądać się po lokalu. Rzeczywiście, cichy i spokojny, mało ludzi, ale widać było, że to miejsce o siebie dba i to na prawdę świetnie. Pracownicy spokojni i mili, bynajmniej sprawiali takie wrażenie. Ludzie mówili tutaj do siebie normalnym tonem, żadnym szeptem, nikt nie musiał się przekrzykiwać.
- Rzeczywiście, przyjemne miejsce - stwierdziłam patrząc na dziewczynę. Uśmiechnęła się. - To... może coś o sobie opowiesz? - zaproponowałam.

<Naomi?>

Od Naomi - CD. Coraliny

Wsłuchałam się w to co miała do opowiedzenia dziewczyna o swojej mocy. Jej moc była ciekawa i pasowała do niej. Kosmiczna Grawitacja, tak nazywała się jej moc. Pasowało do niej i to bardzo. Nie tylko ze względu na jej oczy, ale ogólnie.
- Mój żywioł czy też jak to nazywam przeklęta moc nazywa się Mroczny Lalkarz - spojrzałam się na psiaka, którego mocno trzymałam w dłoniach. Dziewczyna spojrzała się na mnie. Wiedziałam to stąd, że poczułam jej zaciekawiony wzrok na mojej osobie. Wyjaśniłam mniej więcej na czym polega moja moc. - Wiesz ja tak samo jak ty nie wiem do końca na czym polega moja moc, wiem tylko tyle, że użyję jej w ostateczności - dodałam na końcu, spojrzałam się na nią z lekkim uśmiechem. Psiak chciał się wciąż wyrwać, a Aki za to jakby się wyśmiewała z głupiego Aoi'ego, który za wszelką cenę chciał złapać wiewiórkę i się z nim pobawić.
- Co powiesz na kubek czegoś ciepłego do picia? - spytałam. - Znam dobrą kafejkę i jest w niej bardzo cicho - dodałam na sam koniec.

<Coralina?>

środa, 14 grudnia 2016

Złapanie Raisy Leander

Raisa Leander zostaje złapana do Więzienia Carceris z powodu własnej decyzji.

Od Raisy - CD. Lorkina

Zabawne. Im dłużej zastanawiałam się przez wiele dni kiedy strażnicy na mnie natrafią, tym szybciej wykrakałam. Któregoś dnia, gdy chmury powoli przejmowały władzę nad nieboskłonem, przypadkiem poznałam się z jakże miłym magiem. Cóż za charakter. Zamiast się przywitać, od razu chciał we mnie cisnąć kulą ognia. Czyli płomienie, co? Umknęłam w bok i kula trafiła gdzieś w dal. Nagle zaczął coś wołać wymachując rękoma i uciekł a nawet nie wykonałam innego ruchu niż uniku. Zaraz się okazało przed czym tak uciekał. W polu widzenia pojawili się strażnicy, widocznie obserwowali nas. Za tamtym pobiegło trzech strażników, do mnie czujnie podeszło dwóch. Co tu dużo mówić, zabrali mnie w kierunku Więzienia. Szłam spokojnym krokiem obojętna na wszystko wokół. Chociaż strażnicy mówili ledwo słyszalnymi głosami, słyszałam ich dyskusję.
-Widziałeś ten szybki unik? To nie może być bez przyczyny.
-Obstawiasz że to mag prędkości?
-Dam za to swój obiad.
Znacznie później w końcu miałam okazję zobaczyć Więzienie. Szczerze to byłam zdziwiona ile czasu im zeszło na znalezienie mnie. Jakby nie patrzeć, mój dom był z dala a niby w centrum, idealna kryjówka dla wielu.Przemyślenia musiałam odłożyć na bok, weszłam do Carceris. No no, nawet nieźle wyglądało to od środka. Co z tego. Gdy po może więcej niż pół godzinie byłam jakże dumnym nabytkiem miejsca, odeszłam niewzruszona słuchając jak strażnicy są przekonani, iż to szybkość jest moim żywiołem. O naiwni.
Wypadałoby znać nowe miejsce pobytu, nieprawdaż? Stojąc w miejscu, przymknęłam oczy nasłuchując. Po chwili bez pośpiechu ruszyłam w kierunku skąd dobiegał najbliższy hałas. Już wkrótce stałam przed całkiem dużymi drzwiami, zza nich dobiegały rozmowy dziesiątek ludzi. Będzie ciekawie. Bez trudu pchnęłam drzwi i gdy były już otwarte, moim oczom ukazała się duża grupa ludzi w różnym wieku, którzy patrzyli w moim kierunku zaciekawieni, strażnicy wyglądali gotowi do ataku a w oddali siedział na możliwie tronie jeszcze inny młody mężczyzna. Rzuciłam im krótkie spojrzenie pozbawione wszystkiego i spokojnie przeszłam między nimi, w kierunku innego pomieszczenia. Gdy znalazłam się całkiem blisko tego na tronie, spojrzałam na niego kątem oka przez ułamek sekundy by zaraz wrócić do obserwowania drogi po której zmierzałam.

<Lorkin?>

Od Ayumi - CD. Lorkina

-Ejj... słyszałaś, że więzienie ma nowego pana?-usłyszałam szept jednej z kobiet.
Przystanęłam sobie nie daleko, aby podsłuchać ich rozmowę.
-Słyszałam, podobno jest zabójczo przystojny-odparła druga.
-Ja słyszałam, że jest synem naczelnika więzienia. Jak wygląda?
-Jest umięśniony i ma białe, długie włosy.
-Tylko tyle?
-Niestety, chciałabym go spotkać, ale nikogo do siebie nie dopuszcza, jedynie poddanych i ludzi z wyższych rodów.
-To prawda, że zwracają się do niego "Panie"?
-Tak i kłaniają mu się, nie toleruje nieposłuszeństwa i niszczy każdego kto stanie mu na drodze.
-A gdzie mieszka?
-W pałacu.
-Myślałam, że on jest opuszczony.
-Nie, już jakiś czas temu Lorkin w nim zamieszkał.
Tyle mi wystarczyło. Wiedziałam, gdzie jest ten pałac, nie raz oglądałam go z daleko. Zawsze chciałam zobaczyć jak wygląda w środku, ale bałam się podejść. Tym razem pewnie ruszyłam w stronę budynku cicho sobie podśpiewując. Zdziwiłam się trochę, gdy nie zobaczyłam nikogo, kto by pilnował wejścia, ale tylko wzruszyłam ramionami i podeszłam do niego. Stanęłam i zaczęłam się zastanawiać. W sumie... nie mogę tak po prostu wejść, przydałby się jakiś efekt specjalny.. nie mogę też zapomnieć o ubezpieczeniu się, wolałabym przeżyć to spotkanie. Automatycznie zażyczyłam sobie aby przez jakiś czas nie było widać, że jestem magiem i nikt nie mógłby zabrać moich mocy. Jeszcze chwilę tak myślałam, aż w końcu wpadł mi do głowy pomysł. Położyłam ręce na drzwiach i z całej siły je pchnęłam. Otworzyły się z trzaskiem, a ja stałam tak z uniesionymi rękami. Uśmiechnęłam się i tanecznym krokiem ruszyłam po dywanie. Wszyscy patrzyli się na mnie jak na wariatkę. Gdy byłam już przed tronem zakończyłam swój pokaz piruetem i lekko się ukłoniłam. Podniosłam głowę i spotkałam się z beznamiętnym spojrzeniem Lorkina.
-No hej!-zawołałam wesoło.
Rozejrzałam się, wszyscy byli ubrani tak... elegancko. Ja za to miałam na sobie brązowe, ciasne spodnie z poprzypinanymi szelkami i białą koszulkę wpuszczoną w dolną część ubrania.
Patrząc tak na wszystkich w końcu wróciłam wzrokiem do Pana Więzienia.
-Emmm... przeszkodziłam w czymś?-zapytałam uśmiechając się.

<Lorkin?>
x D

Od Lorkina

Więzienie Carceris? Doprawdy, urocze miejsce. Urocze, taaak. Jak na więzienie, chociaż nie wiem, bo to jedyne, w którym byłem. I w którym będę. Dla mnie wszystko było dobre, o ile było moje, z kilkoma wyjątkami.
Przygładziłem swoje białe włosy i ostatni raz przejrzałem się w lustrze. Zadowalająco. Strzepnąłem niewidzialny pyłek z rękawa swojego czarnego, długiego do ziemi płaszcza.
Niełatwo żyć ze świadomością, że własny ojciec wrzucił cię do więzienia. I to do Carceris - nie istnieje gorsze więzienie. Co prawda, nie mamy tu złych warunków, wręcz przeciwnie. Jednakże tym Więzieniem rządzi bezlitosny mag, a ochraniają je równie bardzo bezlitośni magowie. Nadzór wewnętrzny sprawuje jednak ktoś jeszcze gorszy niż ci wszyscy razem wzięci. Mowa tu o mnie. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że mój ojciec, sam Naczelnik Więzienia, nie wiedział, co robi, gdy wtrącił mnie i mojego brata do Carceris. Chociaż w sumie, tam gram, że tatuś nie zorientował się, że planuję bunt i wojnę. Ha, ten mężczyzna nie dowie się, dopóki ja tego nie zechcę. Nawet jeśli teraz cokolwiek podejrzewa, cóż, mówi się trudno. Ostatecznie mogę zagrać Pana Więzienia, jak mnie zwą, który nic nie wie o wyczynach jego poddanych i zapewnić Thomasa vel Havende, że ujarzmię ''swój'' lud.
Muszę jednak przyznać, że bycie pierworodnym synem Naczelnika Więzienia ma swoje korzyści. Otóż mogłem ogłosić się Panem Więzienia i bez sprzeciwu objąć należne mi miejsce. A nawet jeżeli ktoś się sprzeciwi, pozna mnie od wiele gorszej strony, którą znają moi liczni wrogowie oraz ci, którzy mi podpadli. A jest ich wielu. Jeśli ktokolwiek obwini mnie o wtrącenie do Carceris, ''przypadkiem'' zostanie przeze mnie oskarżony o plany ucieczki czy zamachu na kogokolwiek spoza Więzienia. Ja nie powinienem zabijać Więźniów, powiada mój ojciec. Ale czy on wie, ile razy ja zabiłem i on się o tym nie dowiedział? Nawet gdybym należał do wylewnych ludzi - a nie należę - Thomas vel Havende nie dowiedziałby się o moich planach z moich ust.
Wszedłem do sali tronowej w moim pałacu. Wszyscy zebrani w niej od razu zgięli się w ukłonach, co zauważyłem z lekkim uśmiechem. Zasiadłem na tronie i dopiero wtedy ludzie zaczęli rozmawiać - zachowywali milczenie od mojego wejścia. Nie minęło dużo czasu, gdy do tronu zbliżyło się dwóch strażników, którzy chwilę wcześniej weszli przez boczne drzwi. Ukłonili mi się, po czym stanęli na baczność.
- Panie. - zaczął jeden z nich.
Wtem główne drzwi, zarezerwowane dla Więźniów pochodzących z wysokich rodów, otworzyły się z trzaskiem. Ludzie zamilkli, a strażnicy przyjęli pozycję obronną. W drzwiach stała jednak tylko jedna osoba.

<Ktoś?>
© Agata | WioskaSzablonów
Resurgere and Grinmir-stock